|
Blog > Komentarze do wpisu
Kapuściński non-fiction (2) - próba cenzury i jej echaWalka z moją książką „Kapuściński non-fiction” odbija się echem na portalach gazet europejskich. Tutaj link do hiszpańskiego „El Pais”
...a znajomi mówią, że informacje pojawiały się także na portalach gazet w innych krajach (nie sprawdzałem). Szkoda, że powielane są nieścisłości z artykułu „Rzeczpospolitej”, np. jakoby przedmiotem sporu między wydawnictwem „Znak” i mną był rozdział o IPN-owskiej "teczce Kapuścińskiego". Nic podobnego. Może będzie okazja o tym opowiedzieć – dziś jednak to drugorzędna sprawa.
Powodem zainteresowania za granicą nie jest w tej chwili treść książki, lecz niezrozumiała próba walki z nią za pomocą cenzury prewencyjnej. Czegoś takiego w wielu krajach Europy dawno nie widziano.
Sądzę, że kampania przeciwko książce szkodzi przede wszystkim pamięci Kapuścińskiego, bo za chwilę nikogo już nie będzie interesowała złożona, wielowątkowa i zniuansowana opowieść o wybitnym reporterze, oryginalnym pisarzu, wielowymiarowym człowieku w trudnych czasach i kilku epokach, o niełatwych wyborach, dylematach, wzlotach i upadkach, lecz wyrwane z kontekstu „sensacje”: a co tam zmyślił? a może się sprzedał? a bardzo romansował? No bo skoro próbuje się nie dopuścić do publikacji, to znaczy, że strasznie dużo strasznych i zarazem kompromitujących tajemnic skrywa biografia mistrza... Moja książka sporo ujawnia i stara się wiele objaśnić, nie ma jednak charakteru taniej demaskacji. Ci, którzy spodziewają się, że Kapuścińskiego zlustruję i surowo ocenię jego zaangażowania w Polsce Ludowej, będą zaskoczeni tym, w jaki sposób go bronię. Ci, którzy czekają na brukowe opowieści zawiodą się... Wielu będzie zdumionych, że z taką książką można chcieć walczyć w sądzie. Starczy... Przeczytacie, zobaczycie. Jedna z gazet pyta mnie, czy z powodu książki spotykają mnie nieprzyjemności. Odpowiadam, że dużo częściej spotykają mnie wspaniałe reakcje: ludzi pióra, dziennikarzy, także najbliższych przyjaciół Kapuścińskiego (na razie książkę przeczytało niewiele osób). Mam wrażenie – sądząc po reakcjach – że wielu ludzi odczuwa potrzebę rozmowy na poważnie, rozmowy szczerej, bez skrępowania pseudolojalnościami i – jak mówił Boy-Żeleński – „hipokryzją szacunku”; potrzebę rozmowy nie o pomniku, lecz o prawdziwym człowieku i jego wyborach, strategiach życiowych w trudnej epoce; o tym, co naprawdę miał do przekazania nam, czytelnikom. Nie ten okazuje autentyczny szacunek i podziw dla człowieka i jego dzieła, kto nie chce się zmierzyć z trudnościami i zagłaskuje wszystko bezrefleksyjnymi zachwytami. Smutne, że podejmowane są próby walki z książką za pomocą cenzury prewencyjnej, a wręcz humorystyczne, że walka ta jest prowadzona z książką napisaną z empatią i podziwem dla Kapuścińskiego, choć – przyznaję – nie stroniącą od żadnej kontrowersji obecnej w jego życiu i twórczości. Trzeba mieć bardzo małą wiarę w wielkość słynnego reportera, żeby obawiać się tego, że ukazanie go jako człowieka, który miał także słabości, zniechęci kogoś do jego postaci i dzieła. Wielkość człowieka widać dopiero na tle codziennej krzątaniny, słabości, czasem upadków. Przyjaźniłem się z Kapuścińskim, podziwiałem go jako mojego mentora, mistrza i po tej prawie trzyletniej podróży po jego życiu mój podziw nie zmalał. Zobaczyłem go po prostu inaczej, pełniej, dużo się o nim dowiedziałem i dużo lepiej go zrozumiałem. W żadnym miejscu książki nie wydaję wyroków. Nie mam prawa, ani ochoty. wtorek, 16 lutego 2010, domoslawski
Zapraszam także do śledzenia mnie na Facebooku! TrackBack
Komentarze
Gość: Pawel Bravo, aavh244.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/17 00:15:22
Sporo po tej ksiazce oczekuje i juz sie ciesze, ze moze w ten weekend dorwe sie do egzemplarza :-) w rozne rzeczy moglbym uwierzyc, ale nie w to, ze chciales w jakis tani, banalny sposob zrobic kuku Kapuscie. trzymaj sie!
2010/02/17 07:02:43
Panie Piotrze, też sądzę, że nic z tego, co napisałem Ryszardowi Kapuścińskiemu nie zaszkodzi, a to, co ewentualnie może się Panu (komuś) nie spodobać w życiorysie bohatera jest zawsze opatrzone próbą zrozumienia i objaśnienia okoliczności. Mam nadzieję, że będziemy może mieli fajną lekcję o tym, jak rozmawiać o naszych wielkich i naszych mitach. I wszyscy będziemy w trakcie tej lekcji uczniami, bo wciąż ciężko przychodzi nam o nich rozmawiać, czego dowodzą niektóre reakcje.
A propos cenzury - sądzę jednak, że określenie 'cenzura prewencyjna' jest właściwym określeniem; ja też trochę pamiętam, czym cenzura była kiedyś. Są różne cenzury, nie tylko ta państwowa w kraju autorytarnym; istnieje także cenzura towarzyska, środowiskowa, nieformalna w demokracjach. Zgoda, że ma inny charakter, choć efekty dla swobody wypowiedzi bywają podobne. Wierzę, że nic takiego się nie stanie... :-) Pawle, dzięki za ten wpis! Będę czekał na Twoją opinię, bardzo jestem jej ciekaw. Będę wdzięczny za emaila na mój adres 'agorowy', chętnie wymieniłbym się telefonami, moglibyśmy pogadać. 2010/02/17 09:12:10
jestem niepoprawną i (chyba) bezkrytyczną wielbicielką kapuścińskiego - i dlatego z najwyższą uwagą przeczytam pana książkę. co więcej - nie mogę się jej doczekać i nie wyobrażam sobie, że ktokolwiek mógłby ją zablokować.
nade wszystko (i mimo wszystko) wiem, że nikt nie może mi odebrać tej całej słusznej wiedzy o afryce i o trzecim świecie, jaką wyciągnęłam od kapuścińskiego - tak, jak nikt nie może odjąć czaru i mądrości jego książkom. mieszkam w afryce, napisałam (opublikowaną i apologetyczną:) pracę magisterską o "afryce kapuścińskiego", podróżuję po afryce - i kapuściński jest ciągle przy mnie obecny. ale dobrze wiem, że życie i literatura tworzą czasami przedziwne, zaskakujące w kolorze i formie, kobierce. ufam jednak terminowi: reportaż literacki. i ufam panu, ew
Gość: krystynada, bibfw.uwm.edu.pl
2010/02/17 10:26:35
Drogi Panie Arturze!
Trzymam kciuki.Jestem z Panem. wielbicielka Mistrza Kapuścińskiego
Gość: darek, acun239.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/17 10:52:31
stawiam konkretne pytanie - czy jedyną osobą/grupą nacisku starającą się zastosować tę cenzurę prewencyjną jest wdowa po Ryszardzie Kapuścińskim?
a teraz druga rzecz - cenzura prewencyjna nie jest dobra. przypominam przykłady filmów o "emłeju" i jeszcze jeden ostatnio blokowany. przypominam też o pewnej książce, też biografii, skonstruowanej z dokumentów IPN. tyle się o niej w GW i nie tylko pisało... tacy redaktorzy chcieli ją zatrzymać... blokowanie publikacji (ksiązkowej, prasowej, filmowej itp.), dotyczących osób/instytucji publicznych, jest szkodliwe. zawsze lepiej, kiedy można dyskutować w oparciu o "materiał dowodowy", a nie w oparciu o tzw. wewnętrzne przekonanie.
Gość: sdf, adgq121.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/17 10:58:02
"moglibyśmy pogadać". Widać, że chce pan z wybranymi, wygodnymi osobami tylko pogadać. Jak pisze "Rz" - z córką nie "pogadał", z żoną pisarza od roku nie utrzymywał kontaktu. Ufać takiemu d.?
Gość: TS, dsr8.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/17 13:47:58
Szanowny Panie Redaktorze! Chcę przesłać coś o RK - powinno Pana zainteresować. Proszę o kontakt na: ts444@o2.pl
2010/02/17 16:27:57
Trzymam kciuki. Za kilkanaście dni wracam do Polski i wtedy będą na książkę polował. Zaczynam odczuwać podniecającą ciekawość - cóż tam wyczytam?:) Pozdrawiam
Gość: Emigrantka, 186.16.80.10*
2010/02/17 17:00:15
A ja mam nadzieje, ze ksiazka sie nie ukaze. Jak Pan moze mówic, ze przyjaznil sie z Kapuscinskim! Pan go po prostu wykorzystal - jego dobra wole, dobrodusznosc, pomoc, przeciez nawet zdarzalo mu sie wesprzec Pana finansowo - a teraz chce Pan zarobic pieniadze na jego trupie wypisujac jakies bzdury, opowiadane przez ludzi, którzy chcieliby udowodnic, ze tak swietnie znali Kapuscinskich, ze tyle o nich wiedzieli. Jesli Kapuscinski, jak Pan mówi, byl Pana Mistrzem, to niewiele sie Pan od niego nauczyl, a juz na pewno nie przyzwoitosci.
A Pana ksiazki o Ameryce Lacinskiej wcale nie sa takie dobre.
Gość: darek, acvd128.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/17 17:30:18
No nie mogę sobie odmówić i zadam to pytanie :-) - Emigrantka: "A Pana ksiazki o Ameryce Lacinskiej wcale nie sa takie dobre."
Po czym wnosisz?
Gość: los cinicos no sirven, adgp110.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/17 18:01:22
"Jerzy Illg - Rysiek był moim przyjacielem, nie mógłbym spojrzeć mu w oczy, gdybym wydał taką książkę." www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/kultura/biografia-kapuscinskiego--trafi-do-ksiegarn-czy-bedzie-zakaz-sprzedazy-,53845,1
Nie przypadkiem w gazetach hiszpańskojęzycznych przy tekście o biografii wspominają książkę RK "Los cinicos no sirven para este oficio".
Gość: Monika Libicka, 87-205-249-192.adsl.inetia.pl
2010/02/17 18:16:52
Panie Redaktorze, czytałam Pana książkę "Gorączką Latynoamerykańska" myśląc, że Kapuściński doczekał się godnego następcy. Wyobrażałam sobie, ze poświęci Pan swój talent objaśnianiu świata tym, którzy nie mają możliwości lub czasu badać go na własną rękę. Tymczasem zdecydował się Pan na wiwisekcję życiorysu przyjaciela. Nie czytałam jeszcze Pana książki, ale szczerze mówiąc to, co Pan pisał już na łamach GW ma w sobie coś fałszywego i złowieszczego. Pisanie o tym, np. że Kapuściński stale uśmiechał się po to tylko, by uniknąć krytyki i rozbroić ewentualnych przeciwników, to mimo wszystko, nawet jeśli jest w tym jakieś ziarenko prawdy, dość ohydne oskarżenie. Obym się myliła i mogła stwierdzić, że pisał Pan tę książkę w dobrej wierze. Oby się okazało, że cytowany niżej fragment z "Lapidarium" Kapuścińskiego w żadnym stopniu nie może się odnieść do Pana ostatniego dzieła. Zdaniem Wańkowicza , Polak odnosi się niechętnie do Polaka, Polakom jest źle ze sobą. () gdyby prześledzić losy tych, którzy poświęcili się opluwaniu, zwróci uwagę pewna prawidłowość, a mianowicie opluwacze nie zdobywają znaczącego miejsca w kulturze, ich nazwiska gdzieś szybko znikają. Kto więc wstępuje na drogę opluwania innych - skazuje się na samozagładę. () Ludzie odsuwają się od takich, wolą się trzymać od nich z daleka Ryszard Kapuściński Lapidaria.
Gość: Bruno, cqh196.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/17 21:47:17
Umieszczając bolesne dla rodziny epizody z życia Kapuścińskiego uległ Pan pokusie. Jakiego typu sferę oczekiwań reprezentuje masowy czytelnik można zobaczyć po pierwszych stronach brukowców. Pańskie oburzenie wynikające z działań wdowy po Kapuścińskim, Pańskie próby nazwania tego "cenzurą" w ogóle mnie nie przekonuje. Jest wręcz żenujące. Czy próbował się Pan wczuć w jej sytuację? Czy podobna książka o Pana najbliższej osobie spotka się z Pana aprobatą? Wdowa po K. nie rozkręca burzy medialnej, nie obsmarowuje Pana w publicznych wypowiedziach. Ona korzysta z dostępnych jej prawnych mechanizmów. Ma do tego prawo. Biorąc pod uwagę poszanowanie prywatności oraz ogólnie przyjętą dyskrecję w sprawach osobistych nie dziwię się jej, a wręcz popieram ją. A panu szczerze się dziwię, że posunął się Pan do tego dla paru groszy więcej.
Gość: Dorota, eqf194.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/17 22:51:03
Witam,
Dla mnie Kapuściński to autor książek, które lubię czytać i traktuję jako źródło informacji i wiedzy o świecie. Gdyby okazało się, że są tam konfabulacje dotyczące opisywanego świata i przekłamania, czy błędy natury historycznej to zdezawułowałoby to ich wartość. Natomiast kwestie współpracy autora ze służbami PRL mają dla mnie drugorzędne znaczenie. Wiadomym jest, że zagraniczne wyjazdy w latach komunizmu wiązał się z koniecznością "bycia grzecznym". A kwestie obyczajowo-towarzyskie, fakty z Jego życia ściśle prywatnego nie są dla mnie istotne, ba, są wręcz nieinteresujące. "Grzebanie się" w tym zalatuje tanią sensacją dla średnio inetligentnego masowego odbiorcy - podglądacza. Mam nadzieję, że Pana książka taka nie jest. Pozdrawiam, Dorota
Gość: darek, acvd128.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/17 23:42:27
hola, hola! jakie "grzebanie"? albo chcemy prawdziwych książek o prawdziwych ludziach, albo hagiografii wedle naszych wyobrażeń i pragnień. nie zgadzam się z ani jednym zarzutem tu podnoszonym. książki jeszcze nie czytaliśmy - to po pierwsze. po drugie - jeśli tak nam zależy na prawdziwości w reportażach, to dlaczego inne rzeczy mielibyśmy przyjmować wybiórczo?
porównywanie do tabloidów jest nieuprawnione, bo nie spodziewam się poetyki brukowca w tej książce. a o poetyce brukowców wiem całkiem sporo.
Gość: darek, host851410851.verax.3s.pl
2010/02/18 00:31:41
Książka może zaszkodzić tylko gębie hagiograficznej dorobionej Kapuścińskiemu, ale nie jemu samemu - bo twórczość Kapuścińskiego, pod prąd obecnych czasów i zeszmacenia inteligencji, jest jak najbardziej na czasie.
Tak trzymać panie Arturze!
Gość: los cinicos no sirven, adgz25.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/18 00:50:17
Przestań darek pitolić, bo wypisujesz bzdury jak autor biografii, który tłumaczy się cenzurą jak dziecko. Dorośnij. Autor żali się jak to go krzywdzą! a sam ma innych za nic. Szkoda gadać z takimi prostakami i recenzować takie książki. www.rp.pl/artykul/2,435588.html
Gość: darek, afh226.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/18 08:13:47
los cincios... do którego waść darka mówisz, bo wprawdzie nicki te same, ale IP różne, więc nie wiem. chyba się zdecyduje na jakiś stały log, żeby było jasne, za które słowa odpowiadam. ;)
2010/02/18 08:51:31
jak zapowiedziałem, tak zrobiłem. mam już stały nick. dla jasności. ;) cinicos - pchnąłeś mnie waść w szpony korporacji medialnej ;)
Gość: Dumuzi, 95.108.34.18*
2010/02/18 10:05:21
Witam,
nie uważam, że takich książek nie można pisać. Choć bardzo często z tej zakładanej przez autora wielowymiarowości zostaje tylko smród, to nie sądzę, by cała wina - czy nawet większa jej część - leżała po stronie autora. Zaś w ostatecznym rachunku, chyba mniejszym złem jest podważanie słusznej nawet wielkości, niż zamykanie ludziom ust. Co innego przykuwa jednak moją uwagę. Jeśli pan, Panie Arturze, był, jak sam mówi, przyjacielem Kapuścińskiego to dlaczego się wziął za odbrązawiającą książkę o nim? Uważam, że takie książki można pisać, ale dlaczego koniecznie mistrza odbrązawiać chce przyjaciel? Co więcej - w taki sposób, który za niedopuszczalny uważają jego najbliżsi. Całkowicie zgadzam się z opinią, że Kapuścińskiego postawiono na cokole, zgadzam się również, że wiążę się z tym jego spłaszczanie (jako człowieka) oraz kneblowanie (o czym pisał cytowany Michał Sutowski). Czy naprawdę sądzi Pan, Panie Arturze, że trzeba pokazywać "ludzką twarz" Kapuścińskiego jego rodzinie? Że oni, nie wiem, tej twarzy nie znają? Albo koniecznie starają się ukryć prawdę przed światem? A nawet jeśli by się starali, to czy Pan, jako jego przyjaciel, nie uważa, że mogą mieć trochę do tego prawo? Że jeśli - jak sam Pan pisze - spojrzeć na Kapuścińskiego jako na człowieka (przyjaciela!), a nie dobro narodowe, posąg w brązie odlany, to ten człowiek ma prawo do pewnej prywatności, a na pewno do zachowania dobrej pamięci o nim, ma prawo jego rodzina. Nie chciałem by mój post wyglądał jak oskarżenie. Trochę tego wszystkiego nie mogę zrozumieć. Będę wdzięczny za każdą odpowiedź na postawione pytania. Pozdrawiam.
Gość: obserwując, apn-77-112-220-106.dynamic.gprs.plus.pl
2010/02/18 12:19:27
Panie Arturze,
Dostał Pan dostęp do archiwum, pozyskał kontakty, p. Ryszard Pana wspierał. Trzy lata po jego śmierci postanowił Pan opublikować książkę z wybiórczym podejściem do tematu. Panie Arturze książki Kapuścińskiego pozostaną, twórczość jego jest genialna, a o Panu co powiedzą - ten dwuznaczny moralnie biograf, skandalista. Z pewnością nie będzie Pan brany pod uwagę jako poważny autor. Niech Pan się powołuje na cenzurę, niech Pana koledzy piszą w gazetach piękne artykuły na Pana temat. W końcu to Pan siebie codziennie będzie widział w lustrze i powtarzał sobie - niestety kolejny Kapuściński to ze mnie nie jest. 2010/02/18 12:42:49
nie rozumiem tej logiki. a kto miałby prawo pisać autobiografię? zajadły wróg jakiś? toż to by dopiero była awantura! że wróg, że konkurent, że zawistny jakiś, że to czy tamto.
Gość: Dorota, axq34.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/18 13:50:18
Odpowiadam Darkowi:
Po co nam czytelnikom książek Kapuścińskiego szczegóły z Jego życia prywatnego, takie jak relacje z najbliższymi, etc. Po co? W kontekście tej twórczości wyciąganie pewnych wątków czysto osobistych, wręcz intymnych nie ma znaczenia, niczemu ważnemu nie służy i nie jest to nikomu do niczego potrzebne. Tak uważam. Czy czytając książkę, która ma wartość poznawczą i literacką muszę koniecznie wiedzieć wszystko o jej autorze? Czy oglądając kreację aktorską na scenie muszę znać prywatne życie autora, czy ma kochankę, co lubi jeść, itd.? Oczywiście, że pewne elementy biografii autora są istotne w kontekście tego o czym pisze i co pisze (mam na myśli twórczość historyka, czy dziennikarza piszącego reportaże), ale na pewno nie są to intymne szczegóły z życia osobistego. Należałoby też pomyśleć o najbliższych Kapuścińskiego, przecież o nich też jest mowa w tej książce i mają prawo nie zgodzić się na publiczną debatę o ich życiu prywatnym. Osobiście nie chciałabym, aby ktoś opisywał moje życie wg własnego pomysłu, swoich odczuć i na tej podstawie formułował jakieś wnioski, sugestie czy oceny. A czy Pan by sobie tego życzył? Jestem daleka od cenzurowania książek, ale chodzi mi o tzw. dobry smak. A nie jest wg mnie w dobrym tonie ujawnianie szczegółów z życia osobistego (nawet jeśli chodzi o znanego twórcę), tym bardziej jeśli się było jego przyjacielem... I taka dyskusja, o pewnych kryteriach moralnych, jest, uważam, bardzo dziś potrzebna. Nie tylko w kontekście Kapuścińskiego. Owszem jest cała rzesza ludzi tzw celebrytów, która na tego typu informacjach o sobie opiera swoje istnienie w mediach i świadomości innych, a ci, którzy o tym piszą zarabiają w ten sposób na życie, ale to już zupełnie inna historia. Ale fakt faktem, że należałoby najpierw przynajmniej przejżeć książkę p. Domosławskiego, aby się o niej wogóle wypowiadać :) Dorota
Gość: kamyk, afeb182.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/18 16:46:46
Z przykrością oglądam nierówną walkę: Domosławski (i przyjaciele, nawet z "wrogich" redakcji) kontra rodzina Ryszarda Kapuścińskiego. Wystarczy policzyć wywiady, rozdzieranie szat, płaczliwe piski Domosławskiego i porównać z klasą p. Alicji Kapuścińskiej oczekującej w milczeniu, że sąd zabroni zaglądać pod kołdrę Ryszardowi i jego najbliższym. Informacja dla niepotrafiących czytać ze zrozumieniem - Alicja Kapuścińska nie walczy z książką Domosławskiego i nie zajmuje się cenzurowaniem tej książki. Pani AK pyta sąd gdzie są GRANICE PRYWATNOŚCI i kto może je naruszać w przypadku osób żyjących oraz kiedy kończy się ochrona czci osoby dopiero co zmarłej. I jeśli Polska jest krajem prawa to ciekawa ploteczek gawiedź zamiast pobiec do księgarń, dalej będzie korzystać z "pudelka". Prywatna prośba do Piotra Płaksina - niech pan przestanie tyle gadać, gadać, gadać, niech Pan przestanie się użalać nad sobą, niech pan przestanie obrażać przy każdej nadarzającej się okazji AK i niech pan - w końcu ! - skończy z tym szermowaniem określeniem "mój przyjaciel Ryszard". To zwyczajnie obrzydliwe...
Gość: C est moi, 217.153.216.3*
2010/02/18 17:50:41
To jednak jest kuriozalne - ilez tu osob ze znawstwem wypowiada sie na temat tego, co w ksiazce jest. Pytanie: ilu z Was ja czytalo?
P.S. Wspolczuje Ryszardowi Kapuscinskiemu takich obroncow.
Gość: TS, dss53.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/18 18:17:31
Czy Pan Artur przestał reagować na komentarze, a nawet na prośbę o kontakt mejlowy?
2010/02/18 18:28:47
odpowiadam Dorocie :)
każdego roku ukazują się na świecie setki, jeśli nie tysiące biografii rozmaitych osób, w tym także pisarzy. ukazują się po to, by widza ludzka o nich, wiedza badaczy życiorysów i twórczości (a są tacy), była pełniejsza. z tego tworzy się historia literatury, mediów, wojskowości, państw, sztuki itp. itd. ukazują się także po to, by dziennikarze, reportażyści, pisarze mieli materiał źródłowy do swoich badań, swojej twórczości. ukazują się, bo biografie pisze się bodaj od zawsze. pierwsze opowieści o życiorysach zawarte są już w Biblii. ukazują się, bo ludzie są zwyczajnie ciekawi życia i motywów postępowania innych ludzi - na ogół powszechnie znanych, choć przecież nie tylko. jeden z moich ukochanych autorów - Hemingway - miał życiorys pokręcony, ale i fascynujący. jego twórczość jest wg. mnie znakomita i także dlatego przeczytałem ze dwie albo trzy jego biografie. niedawno czytałem biografię (zresztą napisaną kiepsko dość w warstwie sztuki słowa) Roberta Capy, fotoreportera, który jest uznawany za mistrza nad mistrzów w swej dziedzinie "szampan i krew". i tam pojawia się wątek autentyczności jego najsłynniejszego zdjęcia, pokazującego żołnierza wojny domowej w Hiszpanii, który pada powalony strzałem. bo podnoszone są zarzuty, że owo zdjęcie było "ustawione". i co? biografowie mają milczeć o takich ewentualnościach, o takich porażkach opisywanych postaci? Capa, z tym zdjęciem, czy bez niego, jest znakomity, ale nie jest pomnikiem tylko człowiekiem. długo by jeszcze pisać. powiem tylko, że Pani toku rozumowania nadal nie rozumie, vo nie znaczy, że nie zrozumiałem, co Pani napisała.
Gość: moscoviada, 77-253-189-251.adsl.inetia.pl
2010/02/18 20:28:41
Czytając tę dyskusję utwierdzam się w przekonaniu, że polskie piekiełko jest nieprawdopodobnym zjawiskiem.
Wręcz w głowie się nie mieści, ilu tu wyskoczyło moralistów i ekspertów. I do tego te szumne hasła o klasie lub jej braku, dobrym smaku, obrzydliwościach, kiepskim poziomie. Zupełnie nieadekwatne do sytuacji, tym bardziej, że dostępu do książki nie miał nikt z niżej podpisanych. Nie mogę ocenić tu zawartości i użytych przez Pana Domosławskiego faktów i argumentów, ale znając jego warsztat (w przeciwieństwie do niektórych żywo się tu udzielających), jestem pewna, że to rzetelna, dobrze przygotowana i mogąca się obronić pozycja. A że jest kontrowersyjna? Chyba w tym rzecz. Czy naprawdę nie zbrzydło wszystkim tworzenie pomników? Czy rzeczywiście chodzi wam o odmalowanie mało znaczącej, uładzonej laurki? Poczekajmy do premiery, bo wtedy może się okazać, że tak naprawdę kontrowersji nie ma tu żadnych. No chyba że sam fakt, że autor okazuje się być człowiekiem, ze wszystkim słabostkami i sprzecznościami, w polskich warunkach urasta do rangi "opluwania" czyjegoś wizerunku. I nie mówmy, że prywatne życie autora nas nie interesuje. Jeśli dla wielu jest wzorem i ważną postacią, to interesuje nas w szczególny sposób. I zawsze tak będzie, nawet jeśli pewne rzeczy z jego życia mogły by nas rozczarować. Podsumujmy: większość tych "obrazoburczych" faktów jest nam nieznana, meritum sprawy przekręcają media, nikt do końca nie wie o co chodzi, ale wszyscy radośnie wypowiadają się w temacie, jeżdżą po Panu Domosławskim i rozdzierają cudze szaty. Po prostu rewelacja. Pozostaje mi grzecznie poczekać do marca na premierę książki i życzyć wszystkim, a przede wszystkim Panu Arturowi, więcej spokoju. M.
Gość: moscoviada, adhf5.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/18 21:19:00
To książka pokroju "Edyta Górniak - bez cenzury", którą warszawski sąd zdjął z półek księgarń zaraz po publikacji w 2005 roku. Takich pozycji w kraju prawa się nie wydaje nawet celebrytom. Autor niedoszłej biografii wpieprza właśnie siebie, swoich przyjaciół i gazety z którymi współpracuje w niezłe szambo. Kończ waść, wstydu oszczędź!
2010/02/18 21:31:34
proponuję przejść na stałe nicki, bo ktoś tu lubi korzystać z cudzych
Gość: Dorota, axq34.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/18 22:56:05
Jest pewna racja w tym, że materiał biograficzny stanowi, czy może stanowić ciekawy punkt odniesienia do różnych rozważań i być przedmiotem pewnych badań i analiz dla literaturoznawców, historyków, psychologów, etc. Jednak cały czas mam wątpliwość czy można ujawniać pewne fakty wbrew woli rodziny, dla której jest to z jakichś powodów nieprzyjemne czy wręcz bolesne? Czy taka cena nie jest za wysoka? Tym bardziej, że jest to rodzina podobno przyjaciela, nauczyciela, mentora... Zadaję to pytanie z czysto ludzkiego, zwykłego punktu widzenia.
Dorota 2010/02/19 00:54:34
pytanie jest inne - na ile rozmaite fakty przedstawione przez biografa, miały wpływ na postępowanie RK, jego zgodę z głoszonymi poglądami (i to w każdej chyba dziedzinie w wypadku takiego autorytetu), prawość, uczciwość (tu wobec czytelników oraz ludzi spotkanych i opisanych), etykę zawodową, stosunek do władz i wzajemne z władzą stosunki itp. oraz w jakim stopniu z tych czynników wynikały. odpowiedź na to pytanie moim zdaniem jest ważna dla pełnej wiedzy o jego pisarstwie.
co do zaś faktów z życia osobistego - biografia, jeśli ma być pełna, to powinna opisywać także i te kontrowersyjne epizody życia. i takie opisywanie jest w literaturze standardem. mógłbym tu podać wiele przykładów od najbardziej trywialnych, po bardziej poważne, przytaczając fakty z rozmaitych - znanych nam przecież i nie budzących kontrowersji - prac biograficznych postaci niemal pomnikowych, a w owych pracach odbrązowionych. tu problem jest w tym, że jest żyjąca rodzina i ma inne zdanie na ten temat. no, ale w takim układzie pełnej biografii, bez pominięć i zatajeń doczekalibyśmy się /raczej nasze dzieci/ za jakieś 50 lat może. kiedy ktoś "daje głos ubogim", jest mistrzem, pisze lapidaria, ma fanów i fanatyków - sorki - nie jest już tylko "własnością" rodziny. idzie ze swoim dziełem do ludu i staje się "jednostką użyteczności publicznej". i pisząc, publikując, udzielając wywiadów i odczytów - musi mieć i najpewniej ma tego świadomość. prowadząc działalność dziennikarską prowadzi się służbę wobec odbiorców z pełną odpowiedzialnością za czyny, a życie publiczne, zawodowe i prywatne zlewa się w jedno. taki ktoś jest szkolną lekturą, tematem prac magisterskich, imieniem szkoły - mamy prawo do tego, by znać jego mocne i słabe strony. czy to się rodzinie podoba czy nie. jeśli fakty opisywane w biografii są prawdziwe, to rodzinie nic do tego. przypomniało mi się po drodze - kilka lat temu było głośno przez chwilę o sytuacji rodzinnej Jacka Kaczmarskiego i jego wzajemnych relacjach z córką. łatwe one nie były. ale czy ktoś zrobił z tego brukowe story, które utrwaliłoby na stałe negatywny wizerunek Kaczmarskiego? miejmy nieco zaufania do siebie samych. czytamy z dobrych pobudek i intencji, prawda?
Gość: xyz, adfg104.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/19 02:11:17
Domoslawski zachował się podle wykorzystując zaufanie żony. To jest taka sama podłość jakby uderzył Kapuścińskiego i każdego z jego rodziny w twarz.
Takie teksty w stylu: "idzie ze swoim dziełem do ludu i staje się "jednostką użyteczności publicznej" - są puste. Wątpię czy wszystkie jego dzieła nawet przeczytałeś, a na pewno nie ze zrozumieniem. Może zacznijcie od tego. 2010/02/19 07:40:00
szanowny xyz -
"Wątpię czy wszystkie jego dzieła nawet przeczytałeś, a na pewno nie ze zrozumieniem. Może zacznijcie od tego." trwać w zwątpieniu to nic złego ;) 2010/02/19 08:39:17
Pani Ewo, znam Pani książkę o Afryce Kapuścińskiego i sądzę, że jest piękna. Dziękuję za zaufanie, wierzę, że się Pani nie zawiedzie.
Dziękuję za zaufanie również innym czytelnikom, dziękuję za życzenia spokoju (będę go potrzebował) i trafne uwagi: M i darole67. Dorotę chcę uspokoić, że nic strasznego się nie dzieje, proszę zaczekać na książkę. Proszę też zważyć, że rodzina nie zawsze musi być najlepszym kustoszem pamięci , gdy np. sprzeciwia się otwartej rozmowie i żywemu obiegowi myśli. Książka nikogo nie atakuje, nie oskarża, nie obraża charakter wrzawy, którą rozpętał pozew do sądu jest niepotrzebny nikomu, a już najmniej pamięci Kapuścińskiego. Trzeba sporo złej woli, by nie dostrzec, że kontrowersje w jego biografii tłumaczę z empatią i sympatią; zawsze przedstawiam okoliczności działań i decyzji , które można zinterpretować na jego korzyść, zrozumieć go. Chyba, że komuś chodzi o to, że reporter, autor, badacz powinien ukrywać rezultaty swoich ustaleń... Jeśli tak, trudno nam będzie znaleźć wspólny język. Zapraszam do dalszych rozmów na spotkaniach i na blogu. Na agresywne zaczepki, obelgi i pouczanie z zasady nie odpowiadam, szkoda waszego czasu i energii.
Gość: anty-dom, adhd52.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/19 21:48:11
a ty w ogóle masz jakieś zasady? Myślałeś, że uda ci się starszą panią wokół palca okręcić? Że sympatyczna pani o wielkim nazwisku jest skołowaną staruszką? Kapu postąpiłby z tobą tak samo jak na stronach 85-86 w najlepszym wspomnieniu jakie się o nim ukazało Jarosława Mikołajewskiego. I tak będzie.
Gość: Małka, apn-95-41-201-214.dynamic.gprs.plus.pl
2010/02/20 00:09:41
Panie Arturze, forma promocji najnowszej książki naprawdę nie przystoi autorowi Ameryki Zbuntowanej... Dosyć dobrze znam Pański dotychczasowy dorobek i bardzo wysoko cenię twórczość Kapuścińskiego więc po tę pozycję sięgnę, ale w żadnym innym razie nie zainteresowałabym się książką reklamowaną w tak niski sposób. Czytając informacje na ten temat czułam się, jak przy lekturze Pudelka... Myślę, że miał Pan wpływ na sposób rozpowszechniania książki więc ubolewanie, że nikt nie interesuje się złożoną, wielowątkową (...) opowieścią o wybitnym reporterze brzmi sztucznie i nieszczerze. Poza tym nie jest Panu tak zwyczajnie, po ludzku głupio przed żoną Kapuścińskiego? Przecież podobno zna ją Pan osobiście...
Co do fragmentu dotyczącego reakcji zagranicznych mediów, to chyba po prostu chciał Pan napomknąć, że ktoś tam w lepszym świecie o tej książce i Panu w ogóle wspomniał... Co to za argument?? Naprawdę można pisać wszystko, jeśli tylko znajdzie się chętny do opublikowania? Czy jest to zasada warta naśladowania? Na koniec jeszcze raz powtórzę, że czuję ogromny dysonans między wrażeniem, jakie wywarł na mnie autor wspaniałych książek m.in. o Ameryce Południowej, a tym co czytam w zapowiedziach Kapuściński- non fiction.
Gość: Łukasz Czuryłło, 77.255.138.11*
2010/02/20 23:54:30
Dobry wieczór,
Do osoby pana Kapuścińskiego mam sentyment z kilku powodów. W czasie studiów na filologii polskiej napisałem dwie prace: "Atrakcyjność czytalenicza literatury faktu na przykładzie twórczosci Ryszarda Kapuścińskiego" i . Udało mi się przeprowadzić z autorem dwa wywiady, które zamieściłem w obu pracach, a w lokalnym tygodniku "Po Prostu Informacje" zamieściłem kilkuczęściowy artykuł wspomnieniowy "Moja przygoda z Kapuścińskim". Później trochę korespondowałem z pisarzem i dostałem nawet kilka książek z autografami. Zawsze będę więc go dobrze wspominał i do dziś polecam jego książki swoim uczniom. Panie Domosławski! Nie czytałem jeszcze Pańskiej książki, jeżeli jednak jest kontrowersyjna, to chciałbym ją koniecznie przeczytać, bo postać pana Kapuścińskiego też jest kotrowersyjna. Chciałbym podzielić się z Panem kilkoma uwagami, bo parę spraw nie daje mi spokoju. Ryszard Kapuściński miał bardzo wiele wspólnego z komunizmem. Długo należał do PZPR, karierę zaczynał w skrajnie propagandowym "Sztandarze Młodych" i jak się niedawno okazało - był tajnym współpracownikiem bezpieki i donosił na zachodnich dziennikarzy. Sprawę usiłowano przemilczeć i chyba tylko "Newsweek" zdobył się na rzetelny artykuł rozrachunkowy. Przetłumaczył na język polski książkę Che Guevary - "Dziennik z Boliwii", rewolucjonisty, który mógłby odpowiadać za zbrodnie przeciwko ludzkości. Bez wątpienia czerwona legitymacja pomagała mu w dotarciu do bojówek lewackich junt, które obejmowały władzę w krajach trzeciego świata. Nie chcę w żadnym wypadku podważać wiarygodności jego reportaży, jako pisarz - reporter pozostanie dla mnie autorytetem. Chciałbym powiedzieć o innym kontrowersyjnym wydarzeniu, którego byłem świadkiem. Wybierałem się na spotkanie z pisarzem w Poleskim Ośrodku Kultury w Łodzi, urządzone z okazji promocji ksiązki "Heban" i na kilka dni wcześniej przeczytałem wywiad z Kapuścińskim w "Gazecie Wyborczej". Wypowiadał się między innymi na temat stadionów, które w czasie wojen i rewolt zamieniane są na miejsca kaźni lub cmentarze. Wspomniał też o Chile, że widział obóz jeniecki urządzony na stadionie w czasie przewrotu Pinocheta i że sam widział jak nie podawano więźniom wody. Podczas spotkania z czytelnikami pisarz zapytany o stosunek do procesu byłego dyktatora Pinocheta odpowiedział już całkiem co innego! Że nie przebywał w Chile w czasie, gdy Pinochet sprawował władzę, więc nie chce wypowiadać się na temat jego osoby. Do dziś przychodzi mi na myśl pytanie: kiedy pisarz mówił prawdę? Nie mniej jednak, Kapuściński unikał heroizacji swojej postaci, szanuję go, że będąc osobą znaną okazywał zainteresowanie ludziom nawet nic jeszcze nie znaczącym i właśnie dlatego, chicałbym poznać biografię Pańskiego autorstwa. Oby tylko nie miała plotkarskiego charakteru ...
Gość: Łukasz Czuryłło, 77.255.138.11*
2010/02/20 23:59:23
Coś ucięło mi fragment poprzedniego tekstu. Tytuł drugiej pracy brzmiał: . Uznałem wtedy, że tytuł tej książki to nowa nazwa gatunkowa dla tego typu zapisków.
Gość: potop szwedzki, adgq138.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/21 06:54:21
Szwed, który jest plecami D. to prymityw, mający 8 lat na karku w public relations: "Pisarze szybko się uczą nowych umiejętności. Trzeba odpowiadać na wiele osobistych i krępujących pytań, jeździć "od stolicy do świetlicy". Trzeba prowadzić blog albo pisać felietony do kolorowych czasopism. - Autor poradnika kulinarnego, znany z telewizji, od razu ląduje na listach bestsellerów. Jego mniej znany konkurent: nigdy - mówi Paweł Szwed, szef redakcji literatury polskiej wydawnictwa Świat Książki. To telewizja sprzedaje dziś literaturę. Kiedyś autorzy książek czasem pojawiali się w telewizji, teraz telewizyjni gwiazdorzy zostają autorami książek. Działa efekt synergii. (...) W mniejszych miejscowościach przyjazd znanego autora to sensacja, czytelnicy czują się trochę tak, jakby przyjechała gwiazda pop albo telewizji. Własny program w telewizji albo skandalizujący romans to już prawdziwa manna z nieba." www.wprost.pl/ar/107693/Pisarz-z-telewizji/?O=107693&pg=0
To kiedy Panie Arturze pana własny program w telewizji? Ze Szczygłem byście pasowali. On ma doświadczenie niczym Szwed.
Gość: darek, acvf112.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/21 15:36:26
@potop szwedzki - nie wiem, czy Szwed to prymityw. nie znam gościa. wiem za to na pewno, że opisał prymitywne mechanizmy działające na styku literatury i marketingu. rzeczywiście, to smutne, że aby sprzedać książkę trzeba opatrzyć ją całą serią logotypów rozmaitych firm, instytucji, mediów w ramach "patronatu", to smutne, że kucharz sprzedaje więcej książek niż najlepszy pisarz (choć kulinaria to sztuka użytkowa i ma na świecie miliony wyznawców, w tym i mnie), to straszne, że z autora robi sie medialną gwiazdę. niestety, dziś tak to funkcjonuje. czy to zdziczenie i upadek ludzkości, czy naturalny przejaw rynku?
niedawno szlag mnie trafił kiedy zobaczyłem mojego ulubionego aktora, Majchrzaka w reklamie piwa. zawsze był daleki od tej telewizyjno-kuchennej hucpy, zawsze powtarzał, że w żadnej reklamie nigdy nie zagra. podejrzewam, że narzeka na brak kasy i stąd ten wyczyn. także i to jest smutne, że gwiazdki serialu (to jest dopiero produkt medialny w czystej formie!), zarabiają sto razy więcej niż taki Majchrzak, któremu do pięt nie dorastają. czy można coś zrobić, czy coś da się zmienić? nie. cholerna telewizja bierze wszystko. no i jeszcze coś ;)program Domosławskiego ze Szczygłem, a jeszcze Hugo-Bader i Jagielski to byloby coś! każde wydanie oglądałbym obowiązkowo! tylko błagam, nie w tefałenie!!!
Gość: potop szwedzki, adgh31.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/21 21:31:26
Jagielski? Ten fikcjopisarz, który nawet krótką notatkę o zamachu stanu pisze z błędami? Czy ten wampir z TV? Ja nie wiem kto jeszcze polskie gazety czyta. Dziś już znamy języki obce, także GW, Rz i inne są tylko dla ciemnoty.
2010/02/21 23:14:40
@potop - znam paru z imienia i nazwiska co czytają. także GW i Rz. oni z kolei znają języki obce, również te zaliczane do trudnych ;)
Gość: potop szwedzki, adfq170.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/22 05:27:34
Tak postępują dziennikarze gazet lokalnych i brukowych jak tu cytuję z forum GW jeden komentarz. Też mnie spotkała kiedyś podobna sytuacja i wiem jak człowiek się czuje tak oszukany. To jest podłe.
cytat z forum.gazeta.pl/forum/w,17,107467486,,Spor_sadowy_o_biografie_Ryszarda_Kapuscinskiego.html?v=2 "Czy autor rozmawiał z żoną i córką RK i poinformował je, że zamierza opisać relacje domowe w swojej pracy? Nie! Z córką w ogóle się nie spotkał, a w książce zamieścił wypowiedzi wdowy, które ona wykreśliła podczas autoryzacji wywiadu dla Dużego Formatu. Łatwo sprawdzić,prawda, pani Tereso?"
Gość: potop szwedzki, adhd164.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/22 12:37:47
Zgadze się. Kapuściński non-fiction będzie wzorem na uczelniach dziennikarskich jak nie należy pisać. Mecenas pięknie to ujął.
www.radioram.pl/articles/view/15393/kontrowersje-wokol-kapuscinski-non-fiction
Gość: potop szwedzki, adgs65.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/22 15:46:00
"Mszyce, które żerują na kapuście, zawsze giną wcześniej"
Gość: ktos, 217.153.216.3*
2010/02/22 19:39:06
biedny ten potop. wiedzie zycie w nienawisci i frustracji. to musi byc bardzo niemile.
Gość: bardzo niemile, adgs183.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/23 10:07:30
To tez do dyskusji o generale. Pamietny list Grudzinskiego
Jeszcze w Neapolu dowiedziałem się, że rozmowa przeprowadzona ze mną przez panie Annę Bikont i Joannę Szczęsną i opublikowana w Gazecie Wyborczej została przez część czytelników przyjęta krytycznie i niechętnie. Popełniłem błąd, godząc się na ten wywiad. (...) Swój błąd uprzytomniłem sobie już po pierwszych dziesięciu minutach rozmowy z paniami, które przyjechały do mnie do Neapolu. Od razu zrozumiałem bowiem, że nie jest to normalna rozmowa dziennikarek z polskim pisarzem zamieszkałym w Neapolu, ale przesłuchanie. Przyjechały dwie panie śledcze wysłane do mnie przez instytucję, którą mógłbym nazwać jedynie świeckim, progresywnym urzędem, na którego czele stoi Adam Michnik. (...)Mnie się zdaje, że panie, które odwiedziły mnie w Neapolu, wykonujące plan przygotowany, moim zdaniem, przez Adama Michnika, chciały, cytując ten list Herberta, rzucić na niego cień. Chodziło o pomieszanie w świadomości czytelników czystych postaci z naszej nieodległej przeszłości z postaciami marnymi i nieczystymi. Ten plan polega na próbie przekonania wszystkich, że Herbert, który wydawał się nam czysty, był zaplątany w jakieś brudne sprawy. (...) Jest to pomysł bardzo groźny. Jeśli mam rację, polega on na próbie spopularyzowania hasła, które brzmiałoby -parafrazując tytuł powieści Hłaski Wszyscy byli zabrudzeni.Otóż tak nie było. Nie wszyscy byli zabrudzeni. Kiedy wiele lat temu poznałem Herberta na uroczystej kolacji urządzonej przez Janka Lebensteina i jego matkę, po godzinnej rozmowie z nim zrozumiałem, że mam do czynienia z człowiekiem czystym, wiernym swoim opcjom politycznym, narodowym, artystycznym i filozoficznym. I nigdy nie zmieniłem swego o nim zdania. (...) Niewiele możemy zrobić wobec manipulacji. Ale możemy przynajmniej bronić tej cząstki prawdy, jaką znamy, jaką zbadaliśmy, jaką przekazujemy w swoim świadectwie. Jeszcze raz proszę, aby tę rozmowę opublikowaną na łamach Gazety Wyborczej uznać za nadużycie, będące konsekwencją mojego błędu. Powinienem był podczas tej rozmowy sparafrazować historyczny okrzyk Adama Michnika: Odpieprzcie się od generała!. Powinienem był odpowiedzieć paniom śledczym: Odpieprzcie się od Herberta! To jest wszystko, co chciałem powiedzieć". Do pana Artura i jego miernych kolesi. Odpieprzcie się od Kapuscinskiego.
Gość: Marysia, ip-62.111.200.202.static.crowley.pl
2010/02/23 11:48:00
No cóż, może ktoś kiedyś pokusi się o napisanie książki "Domosławski non-fiction" ;) 2010/02/23 12:32:28
Proponuję, żeby osoby które znajdują przyjemność w wyżywaniu się i pluciu jadem, zapisały się na boks albo coś innego. Z tego będzie więcej pożytku. Naprawdę.
Muszę przyznać, że nie jestem w stanie pojąć tej całej awantury. Jeśli uważacie, że książka może obrazić wasze uczucie, to jej po prostu nie czytajcie, bo o ile wiem, nie ma takiego przymusu.
Gość: kamyk, afee176.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/23 14:11:55
A ja jak ten młynarz przypominam: "są jeszcze sądy w Berlinie". Przyglądam się całej historii od początku i z wielką uwagą. Tu akurat nastąpiła całkowita polaryzacja. Połowa głosów to rodzina i przyjaciele AD, druga połowa to miłośnicy książek R. Kapuścińskiego. W ten oto sposób ginie istota sporu. Rzecz nie idzie o to jaki był Ryszard Kapuściński. Sąd powinien wydać wyrok w następującej kwestii: czy Artur Domosławski oszukał panią AK (wdowę), czyli umówił się inaczej, a otrzymane materiały wykorzystał sprzecznie z jej wolą? Oraz w kwestii drugiej - czy w Posce obowiązuje jeszcze 47 art. Konstytucji RP? Cała reszta jest drugorzędna. A że przy okazji wydawca i autor korzystają z pomocy PR-u, że wykorzystują wszystkie możliwe ścieżki, żeby na sąd wpłynąć i uzyskać korzystny wyrok, ja się nie dziwię. Rzecz idzie o życie. Jeśli Alicja Kapuścińska została oszukana (a wiem, że została!!!) zarówno AD jak i parę osób z Bertelsmanna zacznie uważnie czytać dodatek "Praca" w poniedziałkowej GW. Stąd też - jak dotychczas - wszystkie chwyty dozwolone. Ponawiam apel do AD - w imię resztek przyzwoitości, niech Pan zapomni o zwrocie "byłem przyjacielem Ryszarda".
2010/02/23 14:52:48
Panie Arturze. Czy nie uwaza pan, ze bez zgledu na to jak prawdziwie probuje pan opisac biografie Kapuscinskiego najpierw ma do niej prawo najblizsza jemu osoba, czyli zona? Jest wiele przykladow kiedy autor biografii wspolpracuje z czlonkami rodziny opisywanej osoby. Czy taka wspolprace rodziny Kapuscinskiego Pan mial, a szczegolnie najblizszych tej rodziny? Jakby pan na to nie patrzyl, rozglosem wokol pana ksiazki uzyskal pan tylko to, ze wartosci jakie slal Kapuscinski stoja pod znakiem zapytania i ludzie, rowniez ci za granica z powodu tego szumu zaczna myslec, ze ten Kapuscinski jednak nie byl takim wspanialym czlowiekiem. Taki jest efekt ostateczny i powinien pan sobie zdawac z tego sprawe. Nie rozumiem dlaczego w Polsce zawsze sie znajda tacy, ktorzy chca niszczyc te wartosci i ludzi, w ktore sie tak wierzy. Oczywiscie, dla mnie nic nie zmieni, ze uwazam Kapuscinskiego za wielkiego autora-dziennikarza, ale tez wystarczy mi to, co on pisal, a nie co o nim pisali lub napisza. Konczac, chce tylko napisac, ze jakie by nie byly Pana odpowiedzi i tlumaczenia, nikt nie ma prawa do opisywania czyjegos zycia, a szczegolnie osoba, ktora nie przeszla tej samej drogi zyciowej, jest osoba obca i w dodatku obarczona tak o wiele mniejszym doswiadzeniem zyciowym od Kapuscinskiego jak Pan. Rosci pan sobie wieksze prawa do biografi zycia czlowieka niz jego rodzina. To przykre i wiem, ze Kapuscinski nigdy do czegos takiego by sie nie ponizyl, bo on poznawal ludzi i ich opisywal bedac wsrod nich, a nie grzebiac w jego papierach opisanych czesto przez innych w sposob kompletnie nie majacy nic wspolnego z rzrczywistoscia. mam nadzieje, ze pana ksiazka sie nie ukaze, aczkowliek co najgorsze to juz sie stalo.
Gość: Janina, nat2-27.ghnet.pl
2010/02/23 15:33:21
uważam, że robi Pan krzywdę Kapuścińskiemu a sobie robi Pan reklamę tanim kosztem. Nie jestem zwolenniczką 'brązowników' ale powinno upłynąć więcej czasu od śmierci autora. W obecnym płytkim, szybkim świecie miliony ludzi zapamiętają tylko, że Kapuściński był agentem i zmyślał a tylko nieliczni przeczytają Pańską książkę i będą analizować twórczość autora.
Ciekawe, czy Pan go znał osobiście - i co on by powiedział o Pańskich intencjach ? Polacy są specjalistami w niszczeniu własnych autorytetów - czynią to pod pretekstem odkrywania prawdy. Jak wiadomo, nie ma jednej prawdy. Może powinien Pan sobie znaleźć trudniejszy temat. JA W KAŻDYM RAZIE NAZWISKO DOMOSŁAWSKI utożsamiam od tej chwili z pójściem na łatwiznę. Zyzak Gontarczyk Domosławski ... Panu to zapewne nie zrobi różnicy - brzydko tylko, że nie szanuje Pan także odczuć rodziny autora.
Gość: los cinicos no sirven, adfo155.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/23 15:56:16
Końcówka oświadczenia Grudzińskiego ("Zycie", 25 maja 2000):
"Kategorycznie sprzeciwiam sie operacji zrownywania pisarzy i ich zachowan. Nie mamy prawa wyrzekac sie tej czesci naszej historii, ktora jako tako znamy. Nie ma w rzeczywistosci takiego dokladnego przemieszania dajacego kolor szary, ale sa ludzie jasni, sa ludzie czysci - i sa ludzie nieczysci. I nie wszyscy byli zabrudzeni. Jest jeszcze druga sprawa zwiazana z moim wywiadem dla "Gazety Wyborczej". Obie panie od samego poczatku tlumaczyly mi, ze zostalem umieszczony przez prawice na piedestale. To wydaje sie glupie, bo przeciez pisarz nie wybiera swoich czytelnikow. Ale zrozumialem, o co im chodzi. W przeszlosci straszne slowo "obiektywnie" pojawialo sie w jezyku komunistycznym. Pisarz pisze sobie to, co pisze, ale "obiektywnie" sluzy faszyzmowi. Za to slowo "obiektywnie" wielu ludzi slono zaplacilo. Otoz powracanie do tej kategorii jest nonsensem. Ostatnio bylem przedmiotem atencji bynajmniej nie ze strony prawicy, ale ze strony generala Jaruzelskiego i Aleksandra Kwasniewskiego. Kiedy przeczytalem wywiad z generalem Jaruzelskim, w ktorym twierdzil, ze bardzo mnie podziwia, zrozumialem, ze mam otwarta droge do drugiego historycznego bruderszaftu w dziejach III RP. Niewiele mozemy zrobic wobec manipulacji. Ale mozemy przynajmniej bronic tej czastki prawdy, jaka znamy, jaka zbadalismy, jaka przekazujemy w swoim swiadectwie. Jeszcze raz prosze, aby te rozmowe opublikowana na lamach "Gazety Wyborczej" uznac za naduzycie, bedace konsekwencja mojego bledu. Powinienem byl podczas tej rozmowy sparafrazowac historyczny okrzyk Adama Michnika "odpieprzcie sie od generala!". Powinienem byl odpowiedziec paniom sledczym: Odpieprzcie sie od Herberta ! To jest wszystko co chcialem powiedziec.
Gość: los cinicos no sirven, adfo155.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/23 16:16:50
I jeszcze wcześniej Grudziński w tym oświadczeniu: "Za nonsens uwazam probe powiedzenia, ze nie bylo ludzi czystych, ze wszyscy byli w jakis sposob zabrudzeni, a wiec dajmy spokoj, nie uzywajmy odwolan do koloru bialego i czarnego, bo jedyny wlasciwy kolor to ciemno szary."
Gość: Magda, 188.33.97.7*
2010/02/23 19:28:04
Pan Artur ma swoją tanią sensację i już napycha kieszenie czyimś kosztem
Gość: krystyna, apn-95-40-33-66.dynamic.gprs.plus.pl
2010/02/23 20:26:29
po co ta tania dyskusja? przeczytac!!!!- przemyslec!!!! dopiero wypowiadac sie!!!! Wazne! jeszcze trzeba wiedziec o piszacym i opisanym !!!
Gość: los cinicos no sirven, adgi245.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/23 20:44:21
Grudzińskiego, Herberta i Kapu miernoty próbują stłamsić i wyrównać do swojego niskiego poziomu - kuchennymi drzwiami, plując ale równocześnie mówiąc, że to deszcz pada.
Kto jeszcze został? Szymborska non-fiction? Autor: Teresa Torańska?
Gość: c est moi, 217.153.216.3*
2010/02/23 21:35:23
Oto uzasadnienie decyzji sadu:
- Na obecnym etapie postępowania powódka nie uprawdopodobniła wystarczająco swego roszczenia - tak rzecznik Sądu Okręgowego w Warszawie sędzia Wojciech Małek uzasadnił decyzję sądu. Podkreślił, że uprawdopodobnienie takie jest jedną z przesłanek uwzględnienia wniosku o zabezpieczenie powództwa. Według Małka, sąd wziął pod uwagę, że wolą powódki było stworzenie biografii męża, a także, że wiedziała ona, iż autor ją pisze i zgodziła się na korzystanie przez niego z prywatnego archiwum pisarza. Ponadto sąd zwrócił uwagę, że sprawa dotyczy osoby publicznej, wobec której kryteria ochrony prawnej są odmienne niż wobec zwykłego człowieka. Sąd podkreślił także, że od śmierci męża powódki minęły trzy lata, podczas których opisywano już niektóre okoliczności jego biografii. Swoja droga zdumiewajacy jest poziom agresji u przeciwnikow Domoslawskiego. Poza frazesami i inwektywami nie sa w stanie nic wniesc do dyskusji. No ale skoro ksiazki nie czytali... 2010/02/24 21:59:55
Przepraszam, że przeszkadzam...
Uśmiecham się do siebie, gdy słyszę takich ludzi jak pan. Współczuję panu, liczy pan już sporo wiosen, a dalej pan nie potrafi czytać życia między wierszami. Zdumiewa mnie pana prostactwo wyrazu myśli i obrzydliwa pycha (przepraszam za słowa, ale te słowa pasują do pana idealnie) zakompleksionej imitacji mężczyzny. Gdyby nie pana pójście na łatwiznę w pisaniu biografi czyli między innymi UJAWNIENIA ŻYCIA INTYMNEGO PAŃSTWA KAPUŚCIŃSKICH, w życiu bym nie wiedziała o pana istnieniu. Uważa się pan za przyjaciela Ryszarda Kapuścińskiego, a po jego śmierci rani pan jego najbliższych. Tylko po to, aby wybić się z własnej marności niewiedzy o tym co jest naprawdę ważne i istotne.Ryszard Kapuściński pisał, że aby być dobrym dziennikarzem trzeba być dobrym człowiekiem. Drogi panie Arturze PRZED PANEM DŁUGA DROGA I WĄTPIE CZY ZDĄŻY PAN W TYM WCIELENIU MARNEJ IMITACJI MĘŻCZYZNY. 2010/02/25 09:50:34
Panie Arturze, stwierdza pan, ze nie mial najlepszej wspolpracy rodziny w pisaniu biografii ("gdy np. sprzeciwia się otwartej rozmowie i żywemu obiegowi myśli") i jednoczesnie stwierdza w tym samym wpisie na blogu "Na agresywne zaczepki, obelgi i pouczanie z zasady nie odpowiadam, szkoda waszego czasu i energii". Ja tez bym na obelgi i pouczania nie odpowiadal, ale to co pan nazywa "agresywna zaczepka" moze byc dla rodziny Pana Kapuscinskiego tym samym co pan robil zbierajac lub probujac zebrac material od rodziny. Ma pan podwojne standardy i odpowiada na tym blogu tylko tym osobom, ktore panu sprzyjaja lub wykazuja umiarkowane opinie. Niech pan nie mowi o empatii, bo gdyby pan ja mial to przede wszystkim nie podjal by sie pan pisania czegos co jest wbrew najblizszym rodzinie, chyba, ze i w tym ma pan podwojne standardy. Jak pan widzi, w mediach sie dzieje to co napisalem w poprzednim wpisie i juz nawet Kurtyka sie wypowiada. Gratuluje panu panskiej "empatii" i krotkowzrocznosci. Kto na panskiej liscie empatii jest nastepny? Maciej Tarkowski
2010/02/25 16:29:53
Życie walnęło mnie 2 i pół roku temu w głowę konkretną informacja dotycząca Ryszarda Kapuścińskiego i naprawdę do dziś nie wiem, co mam z tym zrobić. Prawdopodobnie jestem jedynym Polakiem, na którego to spadło....
Otóż... Od 30 prawie lat prowadzę kursy jogi, również poza granicami Polski. Jedna z moich uczennic/znajomych, Czeszka ("nazwisko i imię znane redakcji"), historyk, wydająca ostatnio książkę za książką, w luźnej rozmowie na aktualne problemy polityczne, podzieliła się ze mną informacją dotyczącą jej aktualnej pracy (było to 2.5 roku temu na jednym z moich czeskich warsztatów jogi). Specjalnie nie będę używał konkretnych nazwisk czy innych szczegółów, ale są one jak najbardziej do odtworzenia... Milada (tak ma historyczka na imię) tłumaczyła właśnie książkę o życiu Che Guevary, napisaną przez jego adiutanta. Mówiła, że jest ona wyjątkowo dobrze napisana pod względem naukowym (udokumentowane źródła itp), ale też uzupełniona masą informacji niezupełnie formalnych naukowo, za to z całą pewnością prawdziwych. W wielu miejscach sprawy dotyczyły sfer działania wywiadów, a tu źródła z zasady są okryte tajemnicą. Milada spotykała się kilkakrotnie osobiście z autorem, w czasie jego pobytu w Pradze. Podczas jednego z takich luźnych spotkań, w kawiarni, przy kawie, dyskutując o konkretnych problemach przekładu, autor tytułem luźnej opowieści, wspominał swoje osobiste wrażenia z pierwszej wizyty w Afryce - swojej i Che. Jeszcze raz podkreślam, że nie interesuje mnie gdzie dokładnie i kiedy to było - choć jest to do odtworzenia. Była to luźna rozmowa, wieczorową porą, przy kawie. Ale wówczas padła konkretna informacja, że cała sprawa była oczywiście organizowana i finansowana przez KGB. Przy czym Rosjanie nie chcieli ryzykować działanie bezpośrednie (z obszaru swojego przedstawicielstwa). W związku z tym całością przedsięwzięcia kierowały trzy osoby nie będące Rosjanami. Ponieważ były to rzeczywiste działania mające zdestabilizować sytuacje gospodarczo-polityczną w tej części Afryki - nie mogli to być figuranci. Niewątpliwie byli to wysocy funkcjonariusze KGB. Byli to dwaj Czesi i Polak. Tym Polakiem był, niestety, Ryszard Kapuściński. Taką informacją dostałem po głowie i do dzisiaj ie wiem co mam z tym zrobić. Ale wiem, że nie jest korzystne dla nas Polaków to zignorować. Nie jest to sprawa napisania notatki, aby otrzymać paszport, ale znacznie poważniejsza historia.... Uff.... Zrzucam to ze swojej głowy, na sumienie czytelników tej notatki. Też nie jestem blogierem i do końca nie wiem czy dostanie się ten tekst do internetu.... 2010/02/26 08:22:56
Domosławski przy Kapuścińskim nikt, ale Pan Artur chce zaistnieć i znalazł sobie temat, ciekawe czemu nie zrobił tego za życia bohatera nikt mu przecież nie bronił? Jeżeli żona pisarza ma coś przeciw, to chyba nie od czapy, ale co to dla Domosławskiego znaczy? Widać nic, bo po trupach do celu. Skoro tak podziwia Kapuścińskiego, to przecież mógłby uszanować wolę wdowy. Gdyby Pan Artur Domosławski był pisarzem, to jeszcze, ale jest to chłoptaś, który niewiele rozumie z dzisiejszego świata, jest przekonany o swojej szerokiej wiedzy, która jest wąziutka. Możliwe, że w konkurencji z nijakim Stasińskim (prawicowy chłoptaś gazety), to rzeczywiście Domosławski poczuje się dowartościowany. Wśród ślepców jednooki jest królem. Kiedyś Domosławski próbował tłumaczyć Polakom o Kubie, ale sam jej nie zrozumiał, nadawał jak z propagandowej tuby amerykańskiej tuż przed zatoką świń w 1962. Tanimi chwytami Pan Domosławski nigdy nic nie osiągnie i pozostanie sobie łataczem dziur w gazecie i napisze o tym o czym pozwoli mu Stasiński. Temat pt. Kapuściński okazał się za wielki dla takiego chłoptasia z gazety. O nieżywych można pisać i pisać, dziwi mnie, a ci to czynią są padlinożercami, zakompleksionym czasami, przekonani o swojej wyjątkowości, a prawda jest taka, że są to biedni mali ludzie, których życie jest jałowe i muszą jakoś zarabiać na chleb.
2010/02/26 08:33:04
lemiod52 rzucasz pomówienia pośmiertne, niesamowita z Ciebie gnida. Destabilizacja regionu Afryki i tym miałby się zajmować Che Guevara, weź się stuknij w swój głupi łeb i pomyśl jeżeli masz troszkę rozumu. Che Guevara zginął w Boliwii, walczył w rewolucji Kubańskiej, zapewniam, że nie zajmował się destabilizacją Afryki. Poucz się troszkę historii a dowiesz się, że to co Ty kmiocie nazywasz destabilizacją było walką wyzwoleńczą narodów Afryki spod buta kolonialnego. Pewnie Ty tego nie zrozumiesz,bo zapomniałeś jakie to miłe jest nie mieć własnego państwa, a powinieneś wiedzieć o tym dość dobrze, bo przecież napisałeś, że jesteś Polakiem, pamiętasz rozbiory i brak Polski na mapie europy? Także nie słuchaj plotek idiotek z Czech, bo są to wierutne bzdury. Nikt nie musiał destabilizować niczego w Afryce. A już na pewno nie zajmował się tym Kapuściński, który możliwe, że spotkał Che, ale nie byli przyjaciółmi ani nie pracowali dla KGB razem. Nawiasem dowiedz się z historii dlaczego KGB nie lubiło Che, to zrozumiesz, że to co napisałeś jest totalną bzdurą i świadczy, że chyba brakuje ci 5 klepki.
2010/03/12 12:54:28
Właśnie skończyłam czytać Pana ŚLEDZTWO w sprawie Ryszarda Kapuścińskiego. Doceniam ogromną pracę, nie mogę jednak zrozumieć, co Panem powodowało. Jak ktoś, kto mówi o sobie przyjaciel, mógł spłodzić coś takiego. KSIĄŻKA OCIEKA JADEM. Tak bardzo chciał Pan zaistnieć, że nawet najblizszych R. Kapuścińskiego upokożył - po co ??. Czy to najpodlejsza ludzka zawiść powodowała Panem? Kapuścińskim Pan nie zostanie, słabym był Pan uczniem.
2010/05/14 12:55:13
Szanowny Panie, czytam właśnie Pana Książkę, i jestem zaskoczony. Ona jest NUDNA! Jestem gdzieś w połowie i jestem zdumiony opiniami przytoczonymi w epilogu. Jej nie można przeczytać jednym tchem. Starałem się przeczytać wszystko co opublikował Kapuściński, jest to fascynujące, ale traktowałem jego teksty nie jak reportaże, ale świadectwa epoki. W owym czasie czytywałem także Politykę, gdzie trzeba było brać dużą poprawkę na to co drukowali, ale była to jedyna gazeta w której mogłem znaleźć potwierdzenie moich sądów o panującym ustroju. Wiedziałem także, po swoich doświadczeniach z próbą wyjazdu do Anglii, że nikt, kto nie zgodziłby się na współpracę ze służbami nie miał szans na wyjazd. Było to tak naturalne jak oddychanie. Ja się nie zgodziłem, no i nie wyjechałem. Konfabulował? No cóż, potraktowano jego publikacje jako reportaże prawdziwe, a jemu to pasowało. Natomiast nikt nie ma ochoty sprawdzić powieści Balzaka, Dostojewskiego, Tołstoja czy Sołżenicyna. Oni też opisywali swoją rzeczywistość. Tylko jego styl pisania... Wciągający, nie można się oderwać. Jego czyta się naprawdę jednym tchem. Refleksje następują później. Ale co się człowiek naczytał to jego. Niestety, nie można tego powiedzieć o Panu. Brak talentu, chociaż robota wykonana porządnie. Podziwiać. Tylko po co?
Pozdrowienia. Miało być krótko, ale się rozpisałem. 2010/05/26 16:02:16
Panie Arturze, piszę jeszcze raz. Dwa dni temu dokończyłem czytanie. Nie zmieniam zdania o Pana talencie pisarskim lecz chodzi o inną rzecz. Naprawdę uwierzył Pan w informacje o marnej współpracy Kapuścińskiego z wywiadem? Przecież nie chodziło o tą służbę. Strach Kapuścińskiego na pewno nie wynikał z obaw ujawnienia akurat tej działalności. I wie Pan co, sam bym zniszczył, gdybym miał takie możliwości, wszystkie ślady, które mogłyby źle o nim świadczyć. Z tego co sam Pan napisał, miał bardzo szerokie znajomości i był lubiany. Więc się postarano. Ja osobiście do swojej teczki nie chciałbym zaglądać. Po co się wkurzać?
2010/07/16 04:25:23
arturze d.!
dla mnie jestes zwyklym karierowiczem,ktory chce wyplynac tym,ze odwazyl sie podwazyc majestat mistrza.jakby nie ta ksiazka to dalej siedzialbys w podziemiu i malo kto by o tobie slyszal.chcesz sobie zrobic reklame?!nie masz o czym pisac?jak uwazasz,ze masz talent to zajmij sie pisaniem czegos konkretnego,a nie bedziesz grzebal,jezdzil i pisal farmazony o czlowieku,ktoremu nie dorastasz do piet!!rozgrzebujesz przeszlosc,po co to komu potrzebne?!kogo to obchodzi?zrob krok do przodu czlowieku i pokaz co potrafisz!gwarantuje,ze nic przelomowego tak jak dziela ryszarda nie napiszesz!poza tym odpowiedz mi na pytanie dlaczego nie wydales tej ksiazki jak ryszard jeszcze zyl?!bales sie konfrontacji?!wstyd by ci bylo?!i wiedz jedno:kapuscinski jest ,byl i bedzie znany, szanowany i wciaz czytany,a o tobie ta garstka ludzi,ktora wie kim jestes i tak zapomnie szybciej niz ci sie wydaje!!ja nie sznuje takich ludzi jak ty,wydaje ci sie,ze nie wiadomo kim jestes!ogarnij sie i wracaj do podziemia,zeby ktos kto zachce czytac badz zainteresowac sie osoba kapuscinskiego nigdy nie uslyszal gdzies echa twojego nazwiska!bo po co?! |
|
Jeśli mogę coś doradzić, to ostrożność w używaniu słowa "cenzura" - taki super młodziutki nie jestem i pamiętam jego znaczenie. Osoba "cenzora" w tym przypadku jakoś nie podpada mi pod termin. Nie znam dobrego wyjścia, a oczywiste w jakimś wymiarze (czyli publikacja książki), wcale nie jest takie oczywiste, w perspektywie uczuć najbliższej osoby bohatera książki.
Mam bezkrytyczny szacunek i ok: uwielbienie dla Kapuścińskiego. Czytałem go (jak wdzięczny jestem komuś kto mi go polecił) od pierwszych klas liceum. Nie wyobrażam sobie wymiaru działań, czynów, które mogłyby zmienić mój stosunek. Nie zakładam bowiem zwykłej podłości, chęci wyrządzenia komuś krzywdy. Zgniłe kompromisy, nawet jeśli były, to wymiar niemal każdego ludzkiego istnienia.
Pozostaje mi życzyć Panu powodzenia. Żonie pana Kapuścińskiego życzę poczucia i wiary w to, że autor pisał rzecz uczciwą. W takim wymiarze nic panu Kapuścińskiemu i jego pamięci nie zaszkodzi.
Piotr Wróblewski